Accio musk
Żyję. W zasadzie. Pisać mi się nie chce, pałętam się po innych zakamarkach internetu, co fanki Cota z pewnością rozumieją. Ale to coś po prostu musiałam wstawić. Z pozdrowieniami dla wszystkich, którzy czasami Czują Się Jak Emo. Tylko nie zrańcie jego uczuć!

pidzama-party 2009-01-24 18:25:23
skomentuj (3)

produkt notkopodobny w opakowaniu zastępczym
Mój musk i Wen gdzieś uciekły, został tylko Chandra I Spółka. Za to coś sobie przygarnęłam, Jak widzicie, na blogu jest nowy gość. Jeszcze nie wiem, co z niego wyrośnie, póki co jest jajkiem- ale łypie bardzo groźnie. Jakieś propozycje imienia? takiego stwora możecie zdobyć tutaj: http://beastsmasters.ovh.org/index.htm
Accio musk! Idem na piknik naukowy. Ciekawe, jak długo tam z Cotem wytrzymamy :P
pidzama-party 2008-06-14 11:29:52
skomentuj (2)

Kosmicznych Jaj!

Wszystkim czytelnikom Piżamy życzę wesołych, spokojnych świąt. Nie będę Was, kochani czytelnicy, dręczyć sztambuchowymi wierszykami. Ostatnia notka była straszliwie poważna, więc dla odmiany dwie niepoważne rzeczy, czyli o sztuce pisania listów :)


List blondynki do syna
"Piszę do Ciebie tych parę linijek, żebyś wiedział, że do Ciebie piszę. Jak ten list dostaniesz, to znaczy, że do Ciebie doszedł. Jak go nie dostaniesz, to mi daj znać, to go wyślę jeszcze raz. Piszę do Ciebie wolno, bo wiem, że nie potrafisz szybko czytać. Niedawno tata przeczytał w jakiejś gazecie, że najwięcej wypadków się zdarza kilometr od domu, więc przeprowadziliśmy się trochę dalej. Mieszkamy teraz w fajnej chałupce. Jest tu pralka, choć nie jestem pewna, czy się nie zepsuła. Wczoraj wrzuciłam do niej pranie, pociągnęłam za sznurek i pranie gdzieś wsiąkło. Ale przecież się z powodu tego nie powieszę... Pogoda nie jest najgorsza. W zeszłym tygodniu padało tylko dwa razy. Za pierwszym razem trzy dni, a za drugim cztery. Co do kurtki, którą chciałeś. Wujek Piotr powiedział, że jak Ci ją poślę z guzikami, to będzie dużo kosztować, bo guziki są ciężkie. Dlatego oderwałam guziki i włożyłam do kieszeni. Tata dostał pracę. Jest dumny jak paw, bo ma pod sobą jakieś pięćset osób. Wysiewa trawę na cmentarzu. Twoja siostra, Julka, która wyszła za mąż, w końcu urodziła. Nie znamy jeszcze płci, więc Ci nie powiem, czy jesteś wujkiem czy ciotką. Jak to będzie dziewczynka, Twoja siostra chce ją nazwać po mnie. Ale to będzie dziwne - mówić na swoją córkę "mama". Gorzej jest z Twoim bratem, Jankiem. Zamknął samochód i zostawił w środku kluczyki. Musiał iść do domu po drugi komplet, żeby nas wyciągnąć ze środka. Jak się będziesz widział z Gosią, pozdrów ją ode mnie, a jeśli nie, to jej nic nie mów.
Twoja mamusia Dusia.
PS. Chciałam Ci włożyć do listu parę złotych, ale już zakleiłam kopertę.


Cześć!
Dostałem od Ciebie przesyłkę. Długo głowiłem się nad tajemniczością ESEMES-ów - marihuana, wiagra? Otwieram, patrzę. O kurcze, zarypisty łańcuszek! Jakieś żółte gówienko było do niego doczepione, ale myśle se - niech bedzie, też bajer. Strzeliłem se ozdóbkę na szyje i ide świrować. Tylko, że coś nie tak. Nie wiem - pogoda, niestrwność. Coś mnie tak kurcze wstrząsało. Ale potem było spoko. Śmy z kumplami łoili w barze. Stary nie uwierzysz jaką miałem głowę - wypiłem trzy razy więcej niż zwykle i nic. Wszyscy wokół padli, a ja nic. Jakaś moc we mnie siedzi czy co? Chrzanić taką moc! Żeby się człowiek nie mógł spokojnie napić. Co to ma być? A Ty wiesz jakie jaja dzisiaj były? Wychlałem wczora cały zapas alkoholu z baru, to zanim dowiozą, trza bedzie poczekać. To se myśle, że zabiore żone na spacer, niech se kobita też ma coś z życia. Poszliśmy se do lasu. No i się zaczeło! Nie wiem co jest grane, ale punki czy inne genetyczne, no mówie Ci. Pozjeżdżało tego pełno na czarnych koniach. A jechało od nich, muchy i robale aż się kleiły. Ale przyznam, że kosy to mieli niezłe. I mówie im - wynocha, won do swojej wiochy i tam se turnieje rycerskie robić. To nie! Ciągle za nami, zero intymności osobistej. To się już wkurzyłem na dobre. Wyciąłem im z laczka, poprawiłem z kopyta, kilka baniek, laseczka pod pache i spida do wioski. Skrzyknąłem chłopaków. Powiedziałem, że nam się przyjezdne panoszą i chyba miastowe jakie, bo to nie ci z Chodlewka, albo Krościny. Wpadliśmy do lasu, rozkręciliśmy zadymę. Te ich koniki to się siwe zrobiły. Jednego złapaliśmy. Powiedział, że są z jakiegoś tam Mordoru. A szlag by ich trafił! Porąbani emigranci! A ten Mordor, to nie wiem - Afryka jakaś, czy co? Potemśmy poszli wszyscy do baru, bo winko i wódzie przywieźli. Po jakiej godzince wszedł gościu w kapoce i ryja mu nie było znać. Przedstawił się, że nazywa się Sarumański czy jakoś tak i mówi, że skupuje bibeloty, pierścionki, obrączki, łańcuszki. Kumple mnie radzą, że to okazja. Że jak opchne ten łańczuszek to se pożyje w knajpie ze dwa dni, albo spłace borg w GS-ie. I już miałem opchnąć, ale se myśle honorowy jestem, od kumpla dostałem, to nie bede robić obciachu. Ale ten stary był natrętny. I męczy mnie, żebym mu sprzedał, bo on tak na życie zarabia, bo on musi jakieś tam orki wyżywić. Mówię mu g.... mnie twoje orki obchodzą, było se ich nie kupować, było se kupić chomiki, a tak w ogóle, to spadaj ojciec, miałem ciężki dzień! Kumple też do niego, żeby mnie nie wnerwiał, bo nie ręczą. A stary dalej. I łapy wyciąga po ten żółty bibelocik (tam jest coś napisane, ale Zenek mówi, że to chyba po rusku). No tego nie wytrzymałem, strzeliłem kujawiaczka i klient wyleciał na kopach z knajpy przez zamknięte drzwi z krzesłem na głowie. Jak klął, jak się wkurzał, aż się burza zrobiła! Na razie to tyle, dzięki za tą bajerancką pierdułkę R.

ps. Ty wiesz co, mam pytanie. To żółte, no ta obrączka, to mi się czasem w nocy zaświeca, nie no spoko bajer ekstra, ale jak to wyłączyć, bo mi daje po oczach i sie wyspać nie moge?


pidzama-party 2008-03-22 18:22:25
skomentuj (3)

Błędy matki
Tyle mówi się o błędach wychowawczych popełnianych przez matki. A to matka przedobrzyła, bo była nadopiekuńcza, a to znowu jakimś problemom dziecka, często już dorosłego, jest matka zbyt wymagająca... Tak, matki popełniają błędy. A ja się zapytam przewrotnie: gdzie był ojciec?
Rozkleiłam się niedawno przy dwóch blogach. Jeden to blog ojca autystycznego chłopca. I jestem wręcz zdumiona, że ojciec tak dużo dla tego dziecka robi. Drugi blog to blog lekarza. Pisał o tym, jak przyszedł do niego ojciec z czterolatkiem. Chory był jednak ojciec, nie dzieciak... Rozwaliło mnie zdanie: "Posłuchaj, jak bije serce taty". Taki drobiazg, a ja mięknę kompletnie.
Mój ojciec wytrwale krytykował błędy wychowawcze Cota. Sam jednak nie miał własnych, konstruktywnych pomysłów. Gdy już sie przeprowadziłyśmy, kiedy się ze mną spotykał, kompletnie ruinował wszelkie działania wychowawcze Cota. Dajmy na to, przynosił stary, rozrypany fotel, i mówił, że on ma stać w tym mieszkaniu (nienależącym do niego), bo inaczej nie będzie mnie odwiedzał. Co robiło wówczas dziecko 5-letnie? Histerię, oczywiście. Że ten fotel ma zostać, itd.
Nie chodził ze mną do dentysty, nie kupował butów ani okularów, i ceny podręczników też nigdy nie były jego zmorą. Nie chodził na wywiadówki, nie gonił do lekcji. Nie uczył wiązać sznurówek. On zabierał mnie do zoo czy do kina, kupował frytki, raz na kilka tygodni nic ne musiałam, nikt do niczego mnie nie zmuszał, więc do pewnego momentu wydawał mi się tym "lepszym" rodzicem. Brutalna prawda jest taka, że do pewnego wieku dzieci nie wiedzą, co jest dla nich dobre, dążą poprostu do przyjemności. I nie potrafią docenić wysiłku jaki się wkłada w ich wychowanie. Wymaganie tego typu zrozumienia nie ma żadnego sensu, dziecko zrozumie tylko tyle, że o coś macie do niego zal. Jeśli kontakt z jednym z rodziców nie daje nic pozytywnego, to może należy go odciąć? Sorry, czasami coś poprostu nie ma sensu, i nie należy tego podtrzymywać wmyśl jakichś głupich przekonań że kontakt z ojcem jest dziecku potrzebny.
Teraz to ojciec domagał się kontaktu z dzieckiem. "córką, kóra ma prawo mnie nienawidzić"- ehm. Cały wic w tym, że on nawet na nienawiść nie zasłużył. Zrobił zbyt mało, by go choćby znienawidzić.
Wielu chciałoby, żeby w myśl jakichś pięknych zasad dziecko miało kontakt z ojcem. Nie chcę kontaktu z tym konkretnym człowiekiem. On mnie nie kocha, chciałby mnie używać do manipulowania matką, co już nieraz wyraźnie pokazał. Ale żałuję, że nie mam taty. Prawidziwego taty. Człowieka, który spełniłby swoją rolę, był jakimś wsparciem dla mojej matki, a nie tylko dawcą połowy materiału genetycznego.
Cot w idiotyczny, smarkaty sposób, używał dziadków jako takiego wsparcia. "Bo powiem dziadkom..." - i nawet nie mam o to żalu, a raczej już z tych żalów wyrosłam. Ona naprawdę była samotną matką, a nie cudotwórcą. I nie dziwię się, że czasami nie mogła sama. I nie dziwię się, że i dziadkowie, i ona, bali się o mnie straszliwie (dziadkowie wręcz w jawny sposób zniechęcali do innych dzieci), że wychowali na skrajnego introwertyka który nie potrafi wytrzymać z większą grupą osób. Cóż, tak wyszło, nikt nie jest cudotwórcą.
Proszę, ilekroć myślicie o tym, co Wasze matki zrobiły źle, proszę, pomyslcie też nad tym, czego w tym czasie ojcowie NIE zrobili. I nie, wcale nie jestem skrajnie feministyczna. Poprostu nie lubię facetów ;)
Mężczyzn za to bardzo cenię! MĘŻCZYZN. Tych ojców, który naprawdę uczestniczą w wychowaniu swoich dzieci, a nie tylko pojawiają sie od czasu do czasu. Mężczyznom-ojcom z całego serca gratuluję.
Tak, wiem, że opieki nad dziećmi zwykle nie przyznaje się mężczyznom, że nie ma seansów kinowych dla ojców z dziećmi i w męskich łazienkach nie ma przewijaków. Te problemy jednak nigdy mnie nie dotyczyły, nie są mi znane, i nie będę się na ich temat wypowiadać. Ha.
pidzama-party 2008-03-01 01:45:42
skomentuj (18)

Slash them all!
Faceci, którzy wiedzą jak malować poznokcie, znają się na modzie i mówią wysokim głosem, są popularni wśród dziewcząt. Inna sprawa, że wielu z nich nie potrafi tego docenić.
Dopóki w mojej klasie był koleś nazywający siebie "wrażliwym biseksualistą", wszyscy inni faceci byli wolni. Moja serdeczna nienawiść z Wrażliwym zaczęłą się od tego, że na wycieczce mieliśmy malowac jaki plakat- Wrażliwy powiedział że nie będzie malował, bo soie ręce pobrudzi.
Zapytałam, czy rano robił manicure.
Skąd miałam wiedzieć, że rzeczywiście robił?
Przy różnych zajęciach grupowych Wrażliwy pracował z dziewczynami, a ja z chłopakami. Wrażliwy odszedł ze szkoły, bo uznał że by nie zdał do następnej klasy. A ja dalej pracuję z chłopakami, bo mniej się kłócą, nie traktują tak ambicjonalnie tego, kto podał jakiś pomysł, i nie przeszkadza im, że często muszę zapisać pomysł zanim go przedstawię (dziewczyny nie dają mi zapisywać- bo przecież ma być praca grupowa, i wrzeszczą "no, myśl! myśl szybciej!"- nco skutecznie uniemożlwiai myślenie, bo staram sie tych babsztyli nie podusić).
Nie lecę na wrażliwych bisekualistów. Podobie jak jasnych blondynów i chłopców o piskliwych głosach, mogę ich traktować najwyżej jako przyjaciół. Nic na to nie poradzę, jako faceci dla mnie nie istnieją. Lubię niskie, męskie głosy. I żeby byli chociaż trochę wychowani.
Bo jeśli koleś zasłaniając całym jestestwem drzwi kawiarni pyta "no, czemu nie wchodzisz?"- to wogóle może spadać na drzewo komary doić.
Faceci lubią duże/małe piersi, inteligentne/głupiutkie rozumki, blondynki/brunetki... Dla mnie biseksualista to nie facet. Z całym szacunkiem który się należy jako człowiekowi.
I jak widzę te wszystkie slashe na Mirriel, to zastanawiam się, czy zdaniem AŁtorów FF miłość między mężczyzną a kobietą jest nudna i wszystko o niej powiedziano... Bo na to wychodzi, skoro szukają innych kombinacji... Naprawdę nie pojmuję, o co w tym chodzi.
Co do nieszczęsnego Albus Dumbledore/Gallert Grindewald:
Miejmy nadzieję, że książki o Harrym Potterze nadal będą łączyć ludzi, a nie ich dzielić. "Nic mnie nie obchodzi czy Dumbledore jest gejem, czy nie. To jego sprawa" - mówi Delymbor, współtwórca The Quibbler - "Ja i tak kocham Severusa Snape'a".
pidzama-party 2008-01-20 12:31:17
skomentuj (3)

Problem konkursu rozwiązał się sam
Należało się zgłosić do godziny dwunastej, o czym dowiedziałam się o szesnastej. Tak więc różdżka konkursowi w oko, Mimbulus mimbletonia w plecy.
Chciałam też sprostować: nie uważam się w żadnym wypadku za alterego Cota, jednak Pidżama Party dość długo była odnogą Towarów Mieszanych i Nienawidzę Gotować. Gdyby mi to nie odpowiadało, zwiałabym w jakieś inne zakamarki Internetu. Były takie próby, ale Pidżama była zawsze moim kawałkiem sieci, i choćby przez to, że mimo różnych fochów i przestojów była i na mnnie czekała- jestem do niej przywiązana.
Muszę o czymś napisać. Na samą myśl o książce, która tak mnie wzburzyła, poprostu mnie mdli (a mdłości wzmagają się z powodu oparów farby dolatujących z klatki schodowej- tak stężonych, że można to uznać za zamach na życie lokatorów). "Eragon" jest jednak znacznie gorszy niż ten atak terrorystyczny z użyciem broni chemicznej. Jako czytelnik fantastyki zgodnie z podziałem Sapkowskiego należy mnie uznać za Tępaka (Ignoramus). "Władcę Pierścieni" przeczytałam z konieczności, ekranizacje zaś przespałam. "Hobbit" nawet mi się podobał. Lubię Dianę Wynne Jones, ale nikt tego nie nazywa fantastyką, w księgarniach Diana Wynne Jones trafia między literaturę dziecięcą. Uwielbiam klimat opowiadań Białołęckiej, ale jak się wchodzi na Mirriel, to nie sposób nie polubić. Sapkowskiego lubię, ale znam mało. Prachetta lubię, ale czytałam tylko trzy jego książki. Lubię Harry'ego Pottera. Ignoramus jak się patrzy.
Pożyczyłam "Eragona" od koleżanki, i ze strasznym wysiłkiem przeczytałam kilkanaście stron, po czym dałąm spokój. Ponieważ koleżanka zaczęła się dopominać o zwrot książki, Spróbowałam więc dzisiaj znowu, dobrnęłam do strony 34. Autor napisał to podobno w wieku 16 lat, ale bez przesady, Prachett miał 17 lat kiedy pisał "Dywan"!
Paolini natomiast ilekroć przedstawia nową postać, raczy nas półstronicowym opisem jej wyglądu. Po tych 34 stronach mam wypluwkę w tych wszystkich płomiennie rudych, (czy może kruczoczarnych) włosów, szkarłatnych oczu, eleganckich skośnych brwi itp. Nie jestem w stanie pojąć, jak książka napisana językiem godnym kiepskiego, blogaskowego opowiadania fanfiction mogła zostać bestsellerem. Przy tym o ile powieści Rowling ratuje mn. poczucie humoru, Terry Prachett wręcz słynie z absurdalnego poczucia humoru, a i rodzimy Sapek lubi wcisnąć tu i ówdzie trochę niepowtarzalnej ironii - Paolini wydaje się być z poczucia humoru doszczętnie wyprany.
Idę czytać opowiadania Poego. Może to mi przywróci równowagę psychiczną.
pidzama-party 2008-01-14 18:06:16
skomentuj (3)

Blog jest blogiem, jest blogiem, jest blogiem
Miałam zgłosić Pidżamę do konkursu: http://www.blogroku.pl/
Nie, żebym szczególnie liczyła na wygraną, ale Cot zgłosił, to chciałam i ja. Czas jest do jutra, a ja nie wiem, do jakiej kategorii toto pasuje. Ten blog bywał już wszystkim, dość że zawsze był odnogą od Towarów Mieszanych, choć teraz wygląda raczej jak odnoga od Nienawidzę Gotować. Pamiętam jak Cot mi go założyła, i pamiętam jak pisałam notki w Wordzie, a ona mi je wklejała, bo sama nie umiałam. Pamiętam, jak wisiał tu systemowy szablon. Pamiętam idiotyczną kłótnię, która omal nie doprowadziła do zamknięcia bloga, a także przyczyniła się do zahasłowania bloga innej osoby.
Więc może "Ja i moje życie", poprostu dlatego, że mi towarzyszył przez ponad trzy lata, i mimo różnych przerw i zastojów poprostu był. Blog jest blogiem, jest blogiem, jest blogiem. Nie wiem, czy dam Pidżamę do tego konkursu. Wiecie co? Tak czy owak, chciałam Wam podziękować. Że jesteście, że czytacie. Że dziwicie się, bo niedawno Cot prosił w "Filipince" o kołysankę dla Żabencji, a teraz Żabencja ma 17 lat.

17 ans
Une femme une enfant...

"Ja i moje życie"- dla mnie brzmi jak zapowiedź nadmiernej autorefleksji. No i wykluczałoby umieszczenie w kolejnej notce wybitnie głupawicznej przeróbki "Pierestrojki w KGB". Tak czy owak, robaczki, dzięki że jesteście.
pidzama-party 2008-01-13 12:59:24
skomentuj (2)



Lay&html by Dzieć



Księga cieni
Dodaj zaklęcie


Chowaniec

Tu wpisz imię
Adopt your own beast

Kalendarz księżycowy
kliknij, aby rozwinąć kalendarz
2009
styczeń
2008
czerwiec
marzec
styczeń
2007
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
kwiecień
marzec
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
Świstokliki

programy partnerskie (sztuk jeden)
Nightwood Wirtualna Hodowla Smoków

Ulubione fanfiction
Wigilia w Norze - ach, być kiedyś na takiej Wigilii...
Oswoić Smoka - romans dygresyjny przesiąknięty alkoholizmem i chrześcijaństwem
S&S i Ministerialny Ból Głowy- - dwie straszliwe latorośle rodziny Snape'ów
Biała Magia - są dwie strony: strona pacjenta i strona lekarza

Artykuły Różne
Wieści z Saloniku Slytherin
Szeherezada Stiepanowna
Radziecki Termos
meine-blogen

Lorenza la Magnifica
Nienawidzi gotować...
Mieszane, niewstrząśnięte




Co to, pidżama party?...
Szalonooki Moody

- Och, pani profesor, niech pani spojrzy! Tu mi wyszła planeta bez aspektów! Oooch, co to za planeta, pani profesor?
- To Uran, moja droga- powiedziała profesor Trelawney, zaglądając do jej horoskopu - Uran, ważne ciało niebieskie.
- Czy ja też mogę zobaczyć ciało Lavender? - zapytał Ron.


To, że twoja wrażliwość uczuciowa mieści się w łyżeczce do herbaty nie świadczy o tym, że wszyscy są tak upośledzeni.
Hermiona Jane Granger

Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego.
(zaklęcie ukazujące Mapę Huncwotów)

Pan Lunatyk przesyła wyrazy szacunku profesorowi Snape'owi i uprasza go, by zechciał nie wtykać swojego długiego nochala w sprawy innych ludzi.
Pan Rogacz zgadza się z panem Lunatykiem i pragnie dodać, że profesor Snape jest wrednym głupolem.
Pan Łapa pragnie wyrazić swoje zdumienie, jak taki kretyn mógł zostać profesorem.
Pan Glizdogon życzy profesorowi Snape'owi miłego dnia i radzi mu umyć włosy, bo kleją się od łoju.

Koniec psot!